Czy należy ograniczyć ruch turystyczny w znanych miejscach?

Nie wiem, czy pierwsza była Wenecja, ale tam już przegłosowano dodatkowy podatek od 2,50 do 10 EUR za dzień na osobę. Ma to podobno ograniczyć liczbę turystów, których jest ok 30 milionów rocznie w tym 30 tysięcznym mieście. Większość z nich przybywa na jeden dzień nie ponosząc większych opłat i kosztów. Dodatkowo pojawiły się także bramki ograniczające podobno liczbę turystów mogących przedostać się do centrum.

Nocując w samym Rzymie płaciłem 3,50 EUR za osobę za dzień tzw. opłaty klimatycznej, czyli haraczu za nic, bo ciężko mówić o jakimkolwiek dobroczynnym klimacie Rzymu, nawet nie łudzę się, że te pieniądze pójdą na poprawę jakości toalet publicznych, co z pewnością poprawiło by nieco klimat Wiecznego Miasta.

Nie sądzę, że 10 EUR kogokolwiek odstraszy i zniechęci do wyjazdu, podobnie jak inne wysokie opłaty klimatyczne. Jak masz zabudżetowany wyjazd i chcesz pojechać w dane miejsce, to dodatkowe pieniądze nie zmienią Twojej decyzji. Więc zapewne pod pozorem dobra mieszkańców i zabytków chce się zrobić skok na kasę.

Jednakże problem nadmiernego ruchu turystycznego istnieje, nie tylko we Włoszech. Zobaczcie doniesienia w wakacje, czy długie weekendy z Zakopianki, czy drogi nad Morskie Oko. Tatry wyglądają na tak zdeptane, że od lat nie chce mi się tam jeździć. Nie przepadam za tłumami, akceptuję je w dużych miastach, bo to nieuniknione, tak na łonie przyrody jakoś źle się z tym czuję. Pamiętam jeszcze jakieś 25 lat temu można było przejść w Tatrach Zachodnich jednym szlakiem i przez 3 godziny nie spotkać nikogo. Dziś to raczej niemożliwe.

Dlaczego tak się dzieje? Czy nagle Zakopane stało się modne? Może Rzym, Wenecja? W sumie sława tych miejsc była taka sama 10, 20 czy 30 lat temu. Pomijając nowe miejsca na mapach, które stają się popularne po jakimś nowym serialu, czy książce. Myślę, że społeczeństwo nie tylko w Polsce bogaci się i stać nas coraz bardziej na wydanie pewnej sumy pieniędzy na potrzebę wypoczynku. Osobną sprawa jest jakość tego wypoczynku. Dziś liczy się zaliczyć, zdobyć, wrzucić fotkę na instagrama i dostać lajka na fejsie. Dlatego turyści będąc pierwszy raz w Tatrach albo może w jakichkolwiek górach ruszają z marszu na Rysy, bo trzeba zaraz zdobyć to naj – największe, najpiękniejsze, najdroższe, najbardziej znane. Ja będąc wiele razy w Tatrach, Rysy z szacunku do najwyższego szczytu zostawiłem sobie dopiero za którymś razem z kolei, do głowy by mi nie przyszło, że za pierwszym razem mogę tam sobie wejść.

Ale co zrobić z tym, że wszędzie w ciekawych miejscach mamy tłumy? Czasem tak duże, że odbierają sens wypoczynku i zobaczenia czegokolwiek, odbierają urok miejscu, które chcielibyśmy kontemplować w samotności, w parze, czy z rodziną? Czy powinniśmy godzić się na to, że przyjemność podziwiania danych miejsc będzie musiała kosztować ekstra, być może tak dużo, że nie będzie nas stać na wyjazdy tak często jak do tej pory? Czy może jesteśmy gotowi dokonywać zapisów na kilka lat wprzód w dane miejsce, bo ilość miejsc będzie ograniczona? A może za kilka, kilkanaście lat zwiedzanie znanych miejsc wcale nie będzie już takie modne, trendy a będzie wręcz passe. Może szczytem ekskluzywności będzie pójście do lasu, albo spacer nad rzeką, bardziej niż zwiedzanie Koloseum?

Reklamy

Opublikowane przez tomaszniezakwinu

Nie jestem kobietą jak można się domyśleć z nazwy i to chyba wystarczy.

Join the Conversation

6 Comments

  1. Wydaje mi się, że może tu chodzić o łatwość dostępu i poczucie bezpieczeństwa. Kiedyś wyprawa w góry była jednak pewnym ryzykiem. Nie było możliwości, aby zadzwonić, jeśli nam się coś wydarzyło, nie mieliśmy poczucia, że w każdej chwili można nas namierzyć i podjąć działanie. W tej chwili poszło to nawet dalej: oczekujemy, że kiedy w klapkach o 15.00 wyruszymy w góry, to służby mają obowiązek się o nas zatroszczyć, a w razie gdyby zrobiły to za wcześnie lub przeszkodziły w dobrej zabawie, zrobimy awanturę. Wiemy, że ktoś nad nami czuwa, ma taki obowiązek i w razie czego go z tego rozliczymy. Poza tym wokół jest pełno ludzi, ktoś pomoże, zawiadomi. Nie czujemy respektu, przez co rośnie lekceważenie.
    Wyjazdy za granicę – podobnie. Kiedyś nie było możliwości szybkiego kontaktu, nie wszyscy mieli umiejętności, aby się porozumieć. Stąd niepewność, obawa, niepodejmowanie ryzyka. Że już nie wspomnę o czasach, kiedy swobodne wyjazdy w ogóle nie były możliwe.
    Ta łatwość dostępu powoduje, że nie szanujemy tego, co jest nam dane przeżyć i zobaczyć. Zachwyt jet traktowany z pobłażaniem, wyższością, bo czego to ktoś inny nie widział, czym się tu zachwycać…
    To smutne.
    Tak. Najważniejsze, żeby inni wiedzieli, że tam byliśmy, że widzieliśmy. To powoduje zaliczanie. Popisywanie się przed innymi, wywoływanie zazdrości zawsze było dla ludzi ważne. Teraz jest i łatwiejsze, i trudniejsze zarazem, bo coraz ciężej prześcignąć innych. Teraz jest kłopot, aby nie zostać w tyle.
    Trzeba chyba po prostu wysiąść z tego pociągu i żyć obok.

    Polubienie

  2. Tylko ciężko wysiąść z tego pociągu, jak jednocześnie Ty i inne dzikie tłumy chcą jednocześnie zobaczyć to samo. Jeśli planujesz jakąś podróż i połowę dnia tracisz na stanie w kolejkach, dojazdy, całą „logistykę”, gdy te pół dnia można by spożytkować na zwiedzanie, wypoczynek. A powodem są tłumy, na dodatek często w ogóle nie doceniające tego co widzą. Fajnie byłoby wysiąść z tego pociągu, ale wtedy zostaniesz sama w domu w ciszy i spokoju, czy to jest dobra alternatywa?

    Polubienie

  3. Bardziej myślę o tym, aby nie iść za trendami. Zawsze pod tym względem stawałam okoniem 😉 Np. do tej pory nie mam konta na Facebooku, bo nie czuję takiej potrzeby. Choć firmowego już muszę założyć.
    Udaje mi się odcinać od tego ścigania się, kto gdzie był, co widział, co ma. Nie mam potrzeby chwalenia się. Może takie mam otoczenie, może mi to nigdy nie imponowało – bardziej jestem ciekawa niż pragnę doścignąć kogoś w czymś. A może wszystko naraz.

    Wracając do meritum, którego właściwie w ogóle nie poruszyłam 😉 Moja refleksja po Wenecji była taka, że nie da się tam ani zwiedzać, ani mieszkać (to miała być moja refleksja z Wenecji). Męczę się takim zwiedzaniem, właściwie przestaję być ciekawa, kiedy przebijam się przez tłum, chcę to szybko skończyć. Na zorganizowanej wycieczce musieliśmy się pilnować, aby nie zgubić grupy: w Muzeach Watykańskich, Kaplicy Sykstyńskiej – to była masakra. Coś podobnego przeżyłam wcześniej w Wiedniu w Pałacu Schonbrunn. Coś okropnego, kiedy człowiek nie może nawet się rozejrzeć, tylko przechodzi, bo nie może się zatrzymać lub nic nie widać. Na szczęście we Włoszech nie wchodziliśmy do większości miejsc. Tak miało być, nie dlatego, że nam coś nie wyszło, choć Koloseum trochę żałuję.

    Za to chyba poczułam ogólny klimat. Często wyjmowałam słuchawkę z ucha i w ogóle nie słuchałam przewodników, tylko łapałam odgłosy miasta. Świetnie mieszkaliśmy – małe miejscowości turystyczne w górach. Pełen zachwyt dla oka i kontakt z autentycznymi Włochami.

    Kiedy wjeżdżaliśmy do któregoś z miast (Piza, Bolonia, Padwa lub Florencja, nie zakodowałam, które – nie było mi to wtedy potrzebne), pilot powiedział, że za wjazd płacimy 350 euro, starsze autokary mają opłatę ponad 400. Na pewno nie była to Wenecja i Rzym.

    Mam mieszane uczucia co do tych opłat, ale jestem przekonana, że coś trzeba z tym zrobić, bo tak się nie da – jak powiedziałam: ani tam żyć, ani zwiedzać. Z drugiej strony – każdy człowiek powinien mieć prawo to zobaczyć, bo to dobro ogólnoludzkie, nie tylko mieszkańców. Opłaty to jakiś pomysł. Pytanie tylko: ma to być forma ochrony, czy źródło zysku? Żeby mniej lub bardziej szczęśliwa idea nie przerodziła się w pazerne wykorzystywanie sytuacji.
    Latem w Wenecji musi być potwornie.

    Polubienie

    1. Też nie mam konta na fejsbuku, chciałem o tym kiedyś osobno napisać. Ale myślę, że to kwestia wieku, nie mamy takiej potrzeby, nie jesteśmy nauczeni od młodości.
      Co do Włoch raz jeszcze – takie miejsca jak Wenecja tracą swój urok przez przeludnienie i fajnie powiedzieć mi, bo mnie aktualnie stać, że trzeba ograniczyć napływ turystów, każdy ma prawo zobaczyć. Ale tą drogą jakoś sami jako turyści zdeptamy te miejsca, które są cenne i ważne. Kaplica Sykstyńska traci kompletnie swój urok przez ilość tłumów i krzyczących co chwilę porządkowych CISZAAA!!!! A Koloseum w środku nie musisz żałować. Schonbrunn w zeszłym roku wspominam pozytywnie, ale jakoś bardziej chyba ogrody. Gorzej wypada jeszcze Wersal i Luwr, szczególnie Mona Lisa – zrób sobie tam zdjęcie z obrazem i bez 10 ciu przypadkowych głów 😉
      Jest to problem i ceny go nie rozwiążą. Ja nie widzę na razie skutecznego rozwiązania.

      Polubienie

      1. Pilot naszej wycieczki był zachwycony, bo pierwszy raz udało mu się zobaczyć na własne oczy kompletnie pusty Plac św. Marka – w Wenecji potwornie i długotrwale lało przez cały czas naszego zwiedzania 😉
        Napisz o tym facebooku, bo już odruchowo miałam ochotę rozwinąć temat, ale się powstrzymałam, bo znów zrobię wywód ;-))

        Francja jeszcze przede mną.
        Zachwalają Gruzję. Podobno jeszcze niezadeptana, a warta zobaczenia. Zadeptanie zatem to kwestia czasu.

        Polubienie

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Create your website at WordPress.com
Rozpocznij
%d blogerów lubi to: