Nie jestem EKO, nie lubię się dzielić i dobrze mi z tym

Współdzielenie. Modne ostatnio słowo, ale nie tylko na słowach się kończy. Coraz więcej zewsząd informacji, że coraz to nowsze dziedziny życia można współdzielić, wynajmować, wykorzystywać na minuty. Posiadanie nie jest już modne, jest złe, teraz trzeba wynajmować, ale najlepiej nie na stałe, tak aby z jednej rzeczy korzystali różni użytkownicy czasem też jednocześnie. To jest pokłosie pewnego trendu walki o czystą planetę, choć tak naprawdę chodzi o biznes, tylko zasłonięty chwytliwymi hasłami.

Ostatnio gdzieś czytałem fajny komentarz na ten temat, dość dosadny, więc przytoczę sedno przekazu w nieco łagodniejszej formie: żonę / męża też chciałbyś pożyczać, w końcu cały dzień nie korzystasz…?

Tak, z pewnością nie rozumiem problemu i mam to gdzieś. Moja odpowiedź na powyższe wygląda następująco:

  1. Prawie codziennie jeżdżę do klienta kilkadziesiąt km w jedną stronę. Prawie o regularnych porach. Sam w pięcioosobowym samochodzie. Nie zabiorę nikogo, choć parę osób już chciało się zabrać. Bo lubię jeździć sam. Jak kupowałem samochód to wiedziałem, że mnie stać na niego, na paliwo i inne wydatki, więc nie muszę teraz dorabiać do jego użytkowania. Rozmowa z przypadkowymi albo tymi samymi ludźmi codziennie na siłę? Wolę być sam na sam ze swoimi myślami i emitować z rury wydechowej okropne CO2. Zabrać kogoś w ramach dobrego uczynku? Dziękuję.
  2. Nie zabieram dzieci pseudo znajomych z osiedla do szkoły, bo akurat ja wożę dzieci do szkoły a inni chętni też by się zabrali. Parę razy tak było, kończy się na tym, że to ja się muszę do kogoś dostosować a nie na odwrót, inni zaczynają się wyręczać, wówczas mogą być eko i planować życie bez samochodu (bo ktoś inny obsługuje ich dzieci), a znajomymi przestają być gdy powiesz im nie (dlatego pseudo – znajomi)
  3. Wynajmowanie mieszkania – nie rozumiem obecnego trendu boomu na nieruchomości i nowe mieszkania, z których znaczny % jest wynajmowana. Kto to wynajmuje? Nie prościej za te pieniądze spłacać kredyt? Rozumiem sytuacje przejściowe, ale żyć w jednym miejscu latami na wynajmowanym? Wolę własność.
  4. Ostatnio czytałem na jednym z blogów o pomyśle na aplikację – np. chcę coś zjeść szukam knajpy, a program mówi, że ktoś obok ma za dużo zupy i można zjeść u niego. Cudowny pomysł. Idźmy dalej – jestem aktualnie w pracy, może w tym czasie wynająć komuś moje łóżko (w wynajmowanym) mieszkaniu? Przecież akurat nie korzystam.
  5. Nie jestem eco-friendly. Kupuję mnóstwo napojów w plastikowych butelkach, na dodatek w zgrzewkach plastikowych. Piję kawę niezdrową w kapsułkach, z których potem nie robię nawozu, tylko wyrzucam. Nie jestem też jak Anna Lewandowska, która 3 razy zrobi z resztek kolejny obiad.

Pewnie jeszcze wiele innych przykładów by się znalazło ale nie będę więcej siał eko – zgorszenia. W całym współdzieleniu chodzi chyba o to, by dać się nabrać na pewną zależność od kogoś innego. Skoro ja nie mam tylko wynajmuję i pożyczam, tzn że na ogół ktoś tą rzecz której potrzebujesz już ma i zarabia na tym, że Ty nie masz. Oczywiście nie chodzi o to, by wszystko mieć i gromadzić na siłę i jak chcę polecieć samolotem, to mam go kupić. Ale pożyczanie i dzielenie zaczęło się coraz bardziej absurdalne i wchodzi w coraz bardziej prywatne sfery życia. I wszystko byłoby dobrze, gdyby zachowana była dobrowolność. Chcesz jeść zupę z sąsiadem? Chcesz jeździć codziennie do pracy nie wiadomo jak i z kim? Chcesz pożyczać swoją szczoteczkę do zębów? Jak lubisz proszę bardzo. Będzie dobrze dopóki nie będzie nakazów. Mam samochód – nie mogę jeździć sam, mam jeden wolny pokój – przydzielą mi uchodźcę. itd. Obym tego nie doczekał.

Wiem, że świat się kurczy i zasoby się kończą. Trzeba dbać o planetę i żyć racjonalnie. Oby ta racjonalność nie była tylko owczym pędem w celu poprawy statystyk. Jak ze słynną emisją CO2 przez samochody. Zielone strefy w centrach miast, gdzie mierzy się po pewnym czasie stężenie CO2 i jakoś się nie zmniejsza. Bo jakoś powietrze zanieczyszczone nie zatrzymuje się przed znakiem „Zielona Strefa”, tak jak i chińskie zanieczyszczenia nie zatrzymają się na granicy Unii Europejskiej. A my światli Europejczycy będziemy stawiali sobie coraz to nowe ograniczenia i zamieszkamy na drzewach aby być bardziej eko. A Amerykanie i Azjaci będą przyjeżdżać nas oglądać jak my dziś oglądamy zwierzęta w zoo.

Mała Lee – Chan zapyta:

„- Tatusiu – co to jest?”

„- To homo europeicus” – rzadki gatunek, który tak dbał o planetę, że zdziczał i dziś trzymamy go w klatkach, żeby nie zrobił nam krzywdy, bo nam też chciał kazać robić te wszystkie okropieństwa”

Reklamy

Opublikowane przez tomaszniezakwinu

Nie jestem kobietą jak można się domyśleć z nazwy i to chyba wystarczy.

Join the Conversation

9 Comments

  1. Właściwie to dobrze naświetliłeś pojęcie ekoterroryzmu. Tylko nie wiem, na ile jest ono narzucane przez prawdziwych ekologów,. a na ile ludzie narzucają sobie sami wyłącznie dlatego, że taki jest trend. Znów kwestia mody.
    Czyli dla mnie pobudek.

    Ja chyba dbam o ekologię. Od szkoły średniej zwracałam na to uwagę. Już wtedy interesowałam się tym, co mówią ekolodzy. Nie byłam w żadnej organizacji, nikt wokół mnie chyba nie był, zresztą nie interesowało mnie to. Po prostu ciekawiły mnie artykuły na ten temat. Zawsze starałam się myśleć, co robię, ale to było na zasadzie: po kiego grzyba w tym drinku dwie słomki, skoro wystarczy jedna? – na długo przed tym, kiedy wybrzmiała akcja antysłomkowa.Swoją drogą – trochę mnie zaniepokoiła, bo potrzebuję słomek do ćwiczenia właściwego toru oddechowego w gabinecie, tym bardziej, że dzieci je lubią (picie przez słomkę jest dla nich bardzo korzystne – to tak na marginesie), ale zastąpienie plastiku tworzywem naturalnym mnie przekonuje. Inny przykład: nie wyobrażam sobie zakupów bez torebek foliowych, ale uważam, że owijanie w nie każdego produktu oddzielnie i wyrzucanie wszystkich od razu do kosza, kiedy można je potem jeszcze wykorzystać, to bezmyślność.
    Nie jestem zafiksowana na punkcie ekologii, ale jeśli mogę wybrać coś, co jest korzystne dla świata, a mnie właściwie nie robi różnicy, z czego korzystam, to wybieram. Jazda samochodem z kimś, z kim jazda mnie męczy (też lubię jeździć sama), nie należy do tych, co do których jest mi wszystko jedno, więc nie zamierzam z tego rezygnować.
    Tyle w kwestii popłynięcia myślami w temacie, tak charakterystycznego dla mnie ;-), a teraz zwięzły komentarz do tekstu: wszystko zależy od pobudek – ekologia to stan ducha, a nie bycie trendy. Według mnie.
    Natomiast ekoterrorystami niekoniecznie są Ekolodzy.

    Polubienie

    1. Właśnie po raz kolejny dochodzimy do wniosku, że grunt to racjonalność i złoty środek. Nie dać się zwariować. Moje nie bycie eko nie oznacza, że jadąc na wakacje zabieram foliówki, aby pod osłoną nocy wrzucić je do morza, w celu udławienia wieloryba.
      Wracając do wynajmu ostatnią nowością na rynku samochodowym mają być funkcje zaszyte w samochodzie płatne po użyciu. Czyli np albo masz kamerę ale płacisz abonament za miesiąc jak nie płacisz to będzie wyłączona. Albo będziesz płacił za każde użycie kamery, w końcu nie zawsze codziennie korzystasz. Brzmi nawet rozsądnie, ale z jednym zastrzeżeniem. Cena takiego pojazdu musiałaby być odpowiednio niższa w zakupie, po czym dodaję 10 różnych abonamentów na używanie dodatkowych elementów wyposażenia. Jak znam życie taki samochód będzie tak samo drogi plus zapłacisz za te dodatki i abonamenty.
      W dobie nadpodaży producenci szukają sposobu na związanie na dłużej produktem niż tylko zakup.
      A jeśli chodzi o słomki ich brak świata nie uratuje. Azja będzie dalej wrzucać tony plastiku do rzek i mórz.
      W ogóle to dzięki, że mogę liczyć na Twój komentarz 😀

      Polubienie

  2. Mam alergię na przymuszanie. Jak już kiedyś mówiłam – zawsze stawałam okoniem. W ogóle jestem dziwna: samochód ma jeździć, być niekłopotliwy w użyciu i w miarę tani w użytkowaniu, telewizor mam nadal kineskopowy, bo działa, jak się popsuje – wymienię, pralka działa, więc nie wymieniam na nową, podobnie kuchenka czy smartfon. Więc kurka, nie potrzebuję żadnych kamerek w samochodzie! 😉 Jak uznam, że potrzebuję, to sobie zrobię. Rzecz może być przydatna. Ale to mój wybór.
    Wiesz, co chcę powiedzieć.

    Proszę bardzo, lubię z Tobą rozmawiać 😉

    Ludzie nie wiedzą o Twoim istnieniu. To jak z relacjami z ludźmi w realnym świecie, trzeba o to zadbać.
    Ja zaczynałam od komentowania. Wyłącznie. To była wolność 😉 Kiedy masz swój blog trochę się to zmienia. Chyba że rzeczywiście jest komuś wszystko jedno, czy ktoś zagląda. Ale w sumie każdy z nas szuka tu rozmów. Łaziłam po linkach zamieszczanych na blogach. W ten sposób poznawałam kolejne osoby. Zostawałam lub nie, z różnych względów. Kiedyś blogi były popularniejsze, ale nadal sporo tu ciekawych ludzi.

    To niesamowicie ciekawy sposób poznawania człowieka, bez wizji. Wyostrzają się inne zmysły. Niezwykłym doświadczeniem jest spotkanie się w realu (miałam kilka okazji) – najpierw jest dostosowywanie wizji do tego, co się czytało, ale to tylko moment, bardzo szybko rozmawia się już z kimś takim, jak ze starym znajomym. Inaczej niż normalnie, kiedy zaczynasz od wizji. To poznawanie jest inne. Może nawet lepsze, jeśli się tu z kimś rzeczywiście rozmawia. Na ogół wyczuwa się też, czy ktoś jest autentyczny, czy się kreuje.

    Nie wiem, czy na temat, ale chyba Ci moje wywody nie przeszkadzają, więc co sobie będę żałować;-)

    Polubienie

    1. Twoje wywody mi nie przeszkadzają. Wiesz, nie założyłem bloga, żeby nawiązywać znajomości i być czytanym. W sumie nie wiem czemu piszę. To wartość, że ktoś czyta i reaguje na coś czemu poświęca się trochę czasu. Fajnie nie trafiać w pustkę. Choć osobiście nie uważam, że akurat ten rodzaj mojej twórczości jest wartościowy, zawsze wydawało mi się że lepiej robię co innego.

      Polubienie

  3. Ale to dobre pytanie, dlaczego piszesz. Dla samego Ciebie odpowiedź może być ważna. Może nie kluczowa i konieczna do życia, ale ważna. Określenie swoich potrzeb na ogół jest przydatne, porządkuje nas wewnętrznie.
    No właśnie, dla mnie to kwestia zaspokajania potrzeb, a nie potrzeba realizowania się w czymś, w czym jest się dobrym. W pracy potrzebuję być dobra. Tu niczego nie muszę. Nigdy nie byłam twórcza. Wypowiadałam się zawsze w odniesieniu do czegoś. Nawet kiedyś obrazki raczej odtwarzałam niż tworzyłam własne, jako dziecko, rzecz jasna 😉

    Wracając do tendencji, o których piszesz w poście, nasunęło mi się coś jeszcze. Oprę się na tych słomkach, bo mi najłatwiej zobrazować to, o co mi chodzi.
    Kiedy dziwiłam się, po co te dwie słomki w drinkach, chociaż wystarczy jedna, miałam wrażenie, że spotykam się z dezaprobatą, bo nie wiem, że takiego drinka podaje się z dwiema słomkami. Podejrzewam, że teraz te same osoby są bardzo trendy w kwestii zakazu używania słomek w ogóle. Takie podejście do tematu mnie nie interesuje, aczkolwiek poszukam plusów sytuacji dla ekologii. Bo plusy umiem znaleźć chyba zawsze 😉
    O takim podejściu do tematu piszesz w poście. Ludzie zbyt wiele rzeczy robią nie z przekonania, choć im się tak wydaje, tylko aby być na czasie. Często można ich poznać po tym, że się tym zachłystują. Ale tu mogę się mylić, bo jest już za późno, abym mogła się w nich wczuć i spróbować zgłębić temat ;-)) Zatem dobranoc 😉

    Polubienie

    1. Dlaczego piszę – w sumie to proste i złożone zarazem. Nie dorabiając żadnej górnolotnej ideologii – pisanie jest tą formą komunikacji z otoczeniem, która przychodzi mi najłatwiej. Siadam, kładę palce na klawiaturze i piszę, zawsze coś z tego wyjdzie, często nie zastanawiam się co, nie muszę robić planów, przemyśleń, projektów. Szkoda, że za młodu na języku polskim tak łatwo mi nie szło ;), cóż jakoś przyszło później z wiekiem.
      To chyba już nadto powodów i odpowiedzi? 😋

      Polubienie

  4. Rzeczywiście słowa Ci po prostu płyną spod palców i nie jest to słowotok.
    Ale skoro takie powody, to monolog Cię na dłuższą metę jednak nie będzie satysfakcjonował, choć wierzę i rozumiem, że niespecjalnie zależy Ci na zabieganiu o współrozmówców.

    Polubienie

      1. E tam☺ Czytałam tamten komentarz, ale nie dane mi się było odnieść wtedy, więc zrobię to teraz, o ile pamiętam główną myśl. Też uważam, że nie o ilość tu idzie. Jednak za często się zgadzamy, by była polemika. Szczególnie do wymiany różnorodnych poglądów potrzebni są inni. Coś jeszcze miałam napisać, ale nie pamiętam, a nie ma komentarza 😉
        Nie odebrałam go źle. Ale przyszło mi do głowy, czy ty byś go opacznie nie odebrał?😉
        Do postów odniosę się później, bo jeszcze jestem w drodze i irytujące jest nietrafianie w znaki. A czeka mnie dłłuuuugi komentarz😉

        Polubienie

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Create your website at WordPress.com
Rozpocznij
%d blogerów lubi to: