Z życia szkoły – ankieta

Dawno nie było o szkole 🙂 Przed chwilą żona wypełniała ankietę da szkoły mojego syna. Wychowawczyni chciała, aby rodzice odpowiedzieli na kilka pytań dotyczących głównie zajęć dodatkowych. Parę było pytań otwartych, miałem niezły ubaw przy paru odpowiedziach, choć raczej przebija z nich smutna rzeczywistość.

Moje żale na szkołę nie biorą się stąd, że chciałbym nic nie robić, a dzieci ledwo się ślizgają. Wręcz przeciwnie. Jeśli oceny są jakimś miernikiem wiedzy i umiejętności, to moje dziecko od kilku lat jest w trójce najlepszej średniej w całej szkole, bardzo dużej szkole. Liczba zajęć dodatkowych = 0, liczba korepetycji = 0. Wszystko, co osiągnął to praca w szkole i w domu pod czujnym okiem rodziców. Przy czym nigdy nie ma presji na wynik, wręcz czasem zastanawiamy się, czy nie odpuścić, ale cóż z mniejszym lub większym wysiłkiem idzie mu nadzwyczaj dobrze.

Teraz szkoła pyta się o ocenę zajęć dodatkowych. Jakich zajęć? Chciałbym, żeby miał możliwość rozwijania swych umiejętności np. z matematyki – kółko matematyczne? – służy do poprawy ocen, kółko informatyczne? halo ktoś słyszał? To może przyrodnicze? – hmm to samo… a wiecie, że w naszej szkole można wybrać w ramach fakultetów lekcje z WF’u – wybór to piłka nożna albo…. nożna piłka…. a np. stoły do tenisa stołowego się kurzą.

Nie, nie oczekuję od nauczycieli, żeby zajmowali się moim dzieckiem za darmo, albo za marne pieniądze. Mogę przecież posłać dziecko na różne kółka w komercyjnych placówkach. Mogę, nie robię tego, bo uważam, że nauki ma aż nadto, niech ma trochę dzieciństwa na przyjemności. Więc o co chodzi – o rozdźwięk pomiędzy szumnymi hasłami które to szkoła ogólnie albo ta konkretna szczególnie głosi – o rozwoju indywidualnym biorąc pod uwagę zdolności i predyspozycje dziecka…. g(..) prawda – nikogo to nie obchodzi, chyba, że chodzi o konkurs, czy olimpiadę, wtedy jak jest sukces każdy chętnie przyzna się do takiego dziecka, jako ukształtowanego przez konkretnego nauczyciela, a on nie zrobił nic aby dziecko do tego konkursu przygotować. Bezimienni rodzice w weekendy drukowali testy i przygotowywali dziecko. Ale to nasz obowiązek przecież. Tak, ale wówczas odpowiednio stawiajmy akcenty zasług.

Współczuję trochę mojemu synowi, który trzyma poziom któryś rok z rzędu, gdzie każda jego „drobna porażka” jest wytykana palcem (o jak to tylko czwórka?), za to na koniec roku choć najlepszy w klasie nie on zbiera pochwały od wychowawcy, tylko Ci, którzy poczynili progres, albo Ci, których rodzice zapraszają wychowawcę na grila 😉 Nie miałbym już motywacji. Nie wiem, czy dziś na studiach nauczycielskich nie ma nic o psychologii?

Tak więc oceniamy w ankiecie zajęcia dodatkowe, których nie ma, albo służą nie rozwojowi, tylko poprawie ocen. Od samego mieszania herbaty nie zrobi się ona słodka, jeśli nie dodało się cukru.

Reklamy

Opublikowane przez tomaszniezakwinu

Nie jestem kobietą jak można się domyśleć z nazwy i to chyba wystarczy.

Join the Conversation

9 Comments

  1. Podejrzewam, że robią ewaluację, czyli jeden z bzdurnych elementów papierologii, o którą nam chodzi.
    Jest to jedna z bzdurnych rzeczy, których nie robimy, bo nam każą.
    W obecnej szkole mamy dwie w roku. Ambitny bądź słaby dyrektor każe robić więcej. W moim poprzednim gimnazjum robiliśmy jedną, bo to minimum, niesłużące niczemu sensownemu.

    Na początku roku szkoła dostaje wytyczne, co ma być badane, jakie obszary są priorytetami. Ewaluacja dotyczy pracy szkoły, oczywiście. Byłam w zespole wielokrotnie, bo robimy to rotacyjnie. Ostatnio w zeszłym roku.
    Kiedy już ma się określone, co badamy, konstuujemy narzędzia. Każdy nasz krok skrzętnie opisujemy i potem wszystko wkładamy do określonych segregatorów, żeby „jak przyjadą, to można było pokazać”. Segregatory zaczynają nam odbierać miejsce na oddech.
    Do rzeczy.
    Ulubione narzędzia tych, którzy mają przyjechać, to ankiety, to się ładnie ocenia i są przejrzyste. Koniecznie dla trzech grup: uczniów, nauczycieli i rodziców. Potem się to zlicza i podsumowuje. Opisowo. Wyciąga wnioski, które się opisuje. Zastanawia, jak wdrożyć innowacje. I opisuje. Potem opisuje się wdrożenie, ale to już w następnym roku, bo wtedy wraca się do poprzednich, rozlicza i znów opisuje: jak zrobione, przez kogo, kiedy, jak wdrożone, czy wdrożone, dlaczego nie, dlaczego tak, jak zadziałało (czyli mamy kolejną ewaluację i tak się to kręci).
    Opisywanie u mnie w zeszłym roku wyszło na 40 stron. Piękne kolorowe wykresy, schematy, tabelki, słupki i oczywiście każda opisana. Możesz sobie wyobrazić, ile to zajmuje czasu, a przecież niczemu to nie służy. Potem na posiedzeniu Rady Pedagogicznej się to czyta. Jeśli dyrektor jest litościwy, czyta się tylko wnioski, a resztę kwituje, że każdy ma dostęp i niech się zapozna. Wnioski się przedyskutowuje. I opisuje. W protokole. Ale nie tylko posiedzenia Rady, We wszystkich dokumentach, które dotyczą ewaluacji i pracy szkoły, czyli kilka rady to samo.

    Podejrzewam, że dlatego ta ankieta, a nie dlatego, że nauczyciele chcą być pochwaleni za działania. Oni muszą zrobić ewaluację z tego obszaru. A zajęć nie ma, bo organ prowadzący nie ma kasy. Proste. Tyle że szkoła ma się wytłumaczyć, dlaczego te działania nie zostały podjęte, opisać i wyciągnąć wnioski. Może je sobie wyciągać. Powód, że nie ma kasy nikogo nie interesuje. To nie jest żaden powód. Więc trzeba je wymyślić. Wtedy wszyscy będą zadowoleni i „ci co przyjadą też”. Bo inaczej trzeba będzie konstruować programy naprawcze z tych obszarów, które nie działają prawidłowo. I je opisać. I włożyć w segregatory. I opisać wdrażanie. I opisać wnioski. I włożyć do odpowiedniego segregatora.
    Oczywiście w czasie 18 godzin pracy.

    Masz pojęcie, ile takich rzeczy robimy? Każde nasze działanie w tej chwili musi zostać odnotowane w odpowiednim dokumencie. Każdy telefon do rodzica. Każda rozmowa dotycząca ucznia. Każde wyjście. Są na to odpowiednie dokumenty. Niekiedy dokumenty się powielają.

    Dostajecie na początku roku furę zgód do podpisania? To nie jest nasz wymysł.

    Przykład: Na początku roku szkolnego opracowuje się plan pracy wychowawczej. Potem dopisuje się to, co ministerstwo daje na dany rok jako priorytet. Dopisuje się w formie konkretnych tematów zajęć. Dopisuje do tegoż planu pracy (różnie się on może nazywać). Potem przychodzi moment, że dyrekcja prosi o opisanie, jak i kiedy dane zagadnienia zostały wdrożone w życie. Czyli przewalasz dziennik, szukasz z datami i to opisujesz. Po co dyrekcji? Bo ona musi to opisać w odpowiednim dokumencie.
    Potem mamy radę podsumowującą pracę szkoły w danym roku szkolnym (bo na koniec roku są dwie rady), na który każdy z nauczycieli przygotowuje opis podjętych przez siebie działań w danym roku w szkolnym w każdym z wymaganych obszarów. To kilka kartek. W przypadku mojej logopedii czy zajęć korekcyjno – kompensacyjnych trzeba opisać każdego ucznia. Oprócz tego j.polski, działania wychowawcze i profilaktyczne, realizacja programu nauczania i co tam jeszcze… Potem się to czyta. Potem przepisuje do protokołu. I to samo do odpowiednich dokumentów. I wkłada do odpowiednich segregatorów. I jest gotowe do kontroli z kuratorium. Przyjeżdża pani (była niedawno) i prosi o odpowiednie segregatory. I na tej podstawie ocenia pracę szkoły.
    Proste. I wszystko funkcjonuje jak trzeba. (ironia, rzecz jasna)
    Swoją drogą – pani z kuratorium po hospitowanej lekcji u dyrekcji stwierdziła, że w szóstej klasie nie ma przyrody, więc ona nie rozumie, dlaczego była na lekcji przyrody w klasie szóstej.

    Jeśli natomiast coś się stanie, to czy były opracowane odpowiednie procedury. I czy są opisane w odpowiednich segregatorach. Oraz ich tworzenie i wdrażanie. I czy jest udokumentowane (!), że wszyscy się z nimi zapoznali. Czy jest udokumentowane (!), że zostali z nimi zapoznani rodzice (nie – czy się sami zapoznali, bo jest to zamieszczone na stronie internetowej szkoły, tylko czy i kiedy zostali zapoznani). Itd.

    Piszę Ci o tym, bo słuchasz. Ja nie narzekam, tylko pokazuję.

    Tak jest ze wszystkim.
    Dochodzę do wniosku, że jeśli będzie we wrześniu strajk włoski (osobiście nie wierzę, ale już nie raz zostałam czymś zadziwiona), to właściwie szkoła nie będzie istniała, bo pracując tylko 18 godzin, nie stworzymy tych wszystkich dokumentów. Które są, kurka, najważniejsze.

    Podczas strajku chciałam opisywać każdy dzień, robić zdjęcia tej całej dokumentacji, którą musimy uzupełniać, a którą uzupełniałam w tym czasie, aby sobie trochę „podgonić” robotę. Aby pokazać światu te bzdury. Bo nie wie. A w normalnym świecie nie mogę nikogo zmusić, tu przeczyta, kto chce. Ale strasznie dużo zdjęć mi wychodziło, zajęłabym mnóstwo miejsca na blogu, które nie jest nieograniczone, więc zrezygnowałam. Poza tym trochę mi się odechciało przekonywać świat.

    Przykładów bzdurnych dokumentów i sposobów ich opisywania mogę podać więcej. Jeśli będzie potrzeba.

    A co do Twoich refleksji, to się zgadzam. Z zastrzeżeniem oczywiście, że nie można wrzucać wszystkich do jednego worka 😉

    Aha, z góry przepraszam, ale nie będę czytała tego, co napisałam. Wrócę jutro i sprawdzę, dziś nie chce mi się już tego czytać.

    Polubienie

    1. Nie, no ale w czym problem skoro pisanie obszernych tekstów tak latwo Ci przychodzi 😉
      A tak na poważnie to kolejne perpetum mobile – urzędniczy raj. Papiery, przepisy, procedury, prawo, ewaluacje, walidacje, a z oczu traci sie cel nadrzędny jakby sednem pracy było zaspokajanie kontrolujących. Chyba kiedyś napiszę o ISO bo zaraz mi sie skojarzyło.
      Mogę zrozumieć, ale jak mi podrzucają ankietę to sama rozumiesz nie będę pisał do segregatora ale z naiwną nadzieją, że może kiedyś ktoś się głębiej pochyli nad tematem.

      Polubienie

      1. Zanotowanie strumienia świadomości nie jest takie trudne, tylko nie chce się tego potem redagować, szczególnie, jeśli jest długi 😉
        Jest też sporo programów kuratoryjnych do wypełnienia online, oczywiście ktoś za to bierze grube pieniądze, bardzo szczegółowych i niejasnych, które są obowiązkowe, a których nikt nie analizuje, bo potem dzwonią i pytają o to samo, bądź wysyłają dodatkowe dokumenty do wypełnienia, w które trzeba wpisywać to. co się już wysłało.

        Tym teraz szkoła stoi. Jest tego coraz więcej. Praca z uczniem ginie. Nie mamy swobody działania.
        Rzecz w tym, że społeczeństwo tego nie wie i niespecjalnie chce wiedzieć („wiecznie narzekają”, „jeszcze im źle” – sam wiesz, dlatego napisałam w poście, że wiele osób zaczęło słuchać i pytać). Natomiast rozlicza nauczycieli, bo tak to wygląda z zewnątrz, że to nasze wymysły, bądź niekompetencja, kiedy nie realizujemy na lekcjach tego, co jest potrzebne, a to, co zaśmieca umysł. Musimy zrealizować narzucone, bo może być na egzaminie, wzięlibyśmy i co innego, ale już brak czasu, bo programy są przeładowane, choć mówią, że nie.
        Nie mówię, rzecz jasna o lewusach, których pełno w każdym zawodzie.

        Sporo papierologii powodują czasy, w jakich żyjemy, skargi, przed którymi trzeba się zabezpieczać, stąd ta konieczność zapisywania, podpisywania, że ktoś został o czymś powiadomiony w określonym terminie, że został powiadomiony, że wyraził zgodę, bo inaczej jest słowo przeciwko słowu, a nas jednak obowiązuje prawo, regulaminy, procedury. Uczniowie uprawiają radosną twórczość w kwestii faktów dla nich wygodnych, rodzice muszą kogoś ukarać. Mniejszość. Ale za tę mniejszość cierpią wszyscy.

        Takie ankiety teoretycznie mają sens, całe to działanie ma teoretycznie sens, ale w naszym systemie nie da się tego wdrożyć. Ale ma wyglądać, że się da.
        Też bym na to patrzyła tak jak Ty. Gdybym nie wiedziała. Fajnie, że ktoś chce słuchać. Bo albo się dławisz i robisz swoje, albo odpuszczasz. Wielu odpuszcza. Dlatego mamy taki obraz nauczycieli. I selekcję negatywną.

        Polubienie

      2. Tylko nie rozumiem w tym wszystkim jednego. Piszesz nie pierwszy raz o tym, że nie ma swobody w realizacji programu, w indywidualnym podejściu, bo są oczekiwania, normy, schematy. Z drugiej strony ich realizacja jest tylko do tzw. „segregatora” dla kontrolujących. Więc np. z Twojej działki w programie są „Ludzie bezdomni” a Ty przerabiasz „Przedwiośnie” bo uważasz, że tak jest lepiej. W segregatorze masz wpisane co innego, co innego przerabiasz. Przecież i tak nie ma możliwości, że kontrola przyjdzie Ci na lekcję niezapowiedziana i wyłapie niezgodność zapisu z realizacją. Więc z jednej strony wg mnie swoboda w mniejszym lub większym zakresie istnieje, tylko nikt nie chce prowadzić dualizmu. Z drugiej strony to rozumiem, bo przechodzimy do tego, że to tylko praca, więc w końcu przechodzi ochota by wszystko poprawiać, a z trzeciej strony zawsze znajdzie się rodzic, co wyłapie niezgodność i pójdzie z tym wyżej.
        Normalnie zaczynam się wczuwać w skórę belfra… 😉
        Reasumując, cała papierologia dla kuratoriów, czy kto tam was kontroluje prowadzi do straty czasu i nie skupianiu się na meritum. Nikt wyżej nie chce wprost powiedzieć, choć każdy wie, że kwiecisto wypełnione segregatory nie są żadną miarą oceny pracy nauczyciela i relacji dziecko – nauczyciel – rodzic. Każdy wie, że służy to do tego, aby ktoś miał pracę, materiały na doktorat itd. I tak to się kula od lat i nikt na tyle się nie zbuntował, aby to ukrócić. A główne hasło strajku – kasa, bo mam dużo papierów. Może zmienić hasło – nie dawajcie nam podwyżek, ale odejmijcie tą bzdurna papierkową robotę, przy okazji oszczędności na braku podwyżek, zaoszczędzi się na urzędnikach, którzy nie będą mieli co analizować. Same plusy. Ale podejrzewam, że chyba jednak nie o to chodzi większości nauczycielom. Mylę się?

        Polubienie

  2. Jeśli ktoś zarabia najniższą krajową (aby być nauczycielem dyplomowanym potrzeba mnóstwa lat), to pieniądze są istotne, za rzetelną pracę każdy chce być rzetelnie wynagradzany. Uważam, że założenie, że każdy młody nauczyciel to obibok, stąd niskie płace, jest niesprawiedliwe. I błędne z założenia. Sądzę, że w naszym zawodzie jest jednak więcej młodych ideowców niż w korporacjach – na przykład. Tylko realia bardzo szybko ściągają na ziemię, bo wydaje się człowiekowi, że jeśli będzie w porządku wobec uczniów, będzie starał się być sprawiedliwy i rzetelny, będzie sympatyczny i zaangażowany, jeśli będzie INNY, to świat to doceni. Nie docenia. Pluje. Bo każdy jest inny i oczekuje czego innego, a wszystkim dogodzić się nie da, bo jednego, aby zmotywować, trzeba kopnąć w tyłek, a drugiego pogłaskać – w tym samym momencie, na tej samej lekcji, za to samo. To dlaczego uczniowie nie są traktowani tak samo, czyli sprawiedliwie? Dlaczego jeden jest głaskany, a drugi kopany w tyłek? Itd. Przerabiałam to. Wiele lat się miotałam sama ze sobą, jak to wszystko ustawić. To miotanie się wewnętrzne bardzo wyniszcza. Bo się angażujesz emocjonalnie. W końcu musisz się jakoś obudować. Ułożyć to sobie w sobie. I robić swoje. Najlepiej jak potrafisz. Bo wszystkim nie dogodzisz – zbyt szeroki wachlarz sprzecznych oczekiwań. A każdy cię rozlicza. Tym bardziej, że na szkole zna się każdy, bo każdy do niej chodził i zna ją od środka.

    Ale w sumie nie o tym chcę.

    Jak to nie mówimy o papierologii? Od mnóstwa lat mówimy o tym. Od mnóstwa lat mówimy o konieczności reformy PROGRAMÓW, bo nie przystają do rzeczywistości, bo uczą wiedzy, którą się świetnie sprawdza, ale która jest niepotrzebna, krzyczymy, że programy są przeładowane, że uczniowie nie dają rady, że nauczyciele się nie wyrabiają, bo za mało godzin, a za dużo materiału.
    W pustkę. „Robić im się nie chce.” „Tylko narzekają.” „Reformować im się nie chce.”
    No to skumulowali trzy lata gimnazjum w dwa, dowalili materiału, głównie encyklopedycznego (bo stare było dobre), egzaminy w tej chwili są potworne dla uczniów, osobiście im współczuję, bo taki egzamin na dwie godziny to masakra… Tylko że my musimy ich do tego przygotować. W tych godzinach, które nam są dane. Społeczeństwo będzie wieszać psy na nas, bo zbyt obciążamy, a my nie mamy wyjścia, bo taka nasza praca i poruszamy się w ramach tego, co nam dane i do czego jesteśmy zobowiązani. I z czego nas rozliczą.
    „Okrągły stół oświatowy” przecież właśnie stwierdził, że po analizie doszedł do wniosku, że programy nie są przeładowane. Czyli materiału nie okroją, liczby godzin nie zwiększą. Systemu też. Czyli wprowadzamy w szkole, utrwalamy w domu.

    Od lat krzyczymy, aby odjęli bzdurną papierkową robotę.
    Zaoszczędzi się na urzędnikach? Żartujesz? 😉 Kto zlikwiduje kuratoria? Kuratoria?? No coś Ty 😉
    Zlikwidują segregatory? I jak wtedy będą mierzyć jakość pracy szkoły? Jakość pracy dyrektorów? Jakość pracy nauczycieli? 😉
    Od lat o tym krzyczymy. Ale nikt tego nie słyszy. A o pieniądzach usłyszał.

    Co do swobody.
    Słynne podstawy programowe – ściśle określone treści, które uczeń ma poznać w ciągu cyklu kształcenia. Podzielone na etapy (I-III, IV-VIII, szkoła średnia – obecnie) i na przedmioty. Biorą to wydawnictwa, dokładają treści i piszą programy. Czyli program to znów treści podzielone już bardziej szczegółowo – na klasy (podstawa programowa + treści dodatkowe). Potem do programów piszą podręczniki. Szkoły wybierają, na jakim programie i podręcznikach pracują.
    Podstawa to świętość. Musisz ją obowiązkowo zrealizować. Wszystko z niej może się pojawić na egzaminie. Są tam zagadnienia i konkretne teksty w przypadku j.polskiego. Pozostałe treści i teksty nie są obowiązkowe. Jeśli jednak wybieram dany program, to pracuję wedle niego. Nikt mi natomiast nie urwie głowy, jeśli nie zrealizuję jakiegoś tekstu, wiersza czy lektury, które nie są w podstawie. Jednak muszę zrealizować zagadnienia, na jakich tekstach – mój biznes. Tyle że w programie, który masz zatwierdzony przez szkołę, jest jakiś konkretny tekst. Ale nie mogą mnie z tego rozliczyć, bo mogę uczniom dać skserowany inny.
    Przykład. Mam omówić reportaż. Jeśli w podstawie programowej jest „Nela, mała podróżniczka” (czy jak tam się to pisze, do tej pory nie miałam do czynienia z tekstem, a nie chce mi się w tej chwili szukać, bo to mniej istotne), to muszę omówić ten tekst obowiązkowo. A że to reportaż, to omówię go na tym przykładzie. Bo i tak muszę. Mogę jednak wziąć dodatkowo Kapuścińskiego, bo uważam, że warto. Pod warunkiem, że mi starczy czasu. (Osobiście się postaram, bo w gimnazjum mieliśmy ciekawe fragmenty Kapuścińskiego właśnie, a Nela uwłacza inteligencji uczniów w tym wieku, skoro mogą zrozumieć Kapuścińskiego.)
    Jeśli natomiast „Neli” w podstawie nie ma, jest tylko w programie i w podręczniku, to mogę tego nie brać, tylko omówić reportaż (bo to muszę) na innym przykładzie. Inny przykład oczywiście w razie czego kseruję.
    W razie czego trzeba pamiętać, czy nauczyciel, tłumacząc konieczność zrealizowania danych treści, mówi o podstawie programowej, czy o programie nauczania. W podstawie nie ma dobrowolności, ona jest świętością i wszystko z niej może być na egzaminie. Program nauczania z każdego przedmiotu jest rozbudowany o treści dodatkowe (w tym teksty), które dane wydawnictwo dobiera sobie samo.

    Co do kontroli.
    Ileś tam lat temu była burza, bo na egzaminie gimnazjalnym dali konkretne teksty z podstawy programowej w wypracowaniu. Krzyk był o to, że nie wszyscy je zrealizowali, bo przecież do końca roku jeszcze przeszło dwa miesiące i mieli je przewidziane do realizacji w późniejszym terminie (osobiście uważam, że to błąd nauczycieli, bo trzeba tak rozłożyć treści do realizacji, aby podstawę zrealizować do egzaminu, potem można brać pozostałe treści). Były kontrole. Kazali nam zaznaczać w dziennikach z poprzednich lat tematy dotyczące tych lektur i potem sprawdzali, kiedy i ile godzin na to przeznaczyliśmy. Teoretycznie zawsze można sprawdzić zeszyty uczniów – czy zgadzają się z zapisami w dzienniku. Może to zrobić dyrekcja. Powinno się to zgadzać. Tyle że czasem nie ma co się czepiać, bo robi się coś dla dobra uczniów.

    * podstawa programowa – program nauczania – rozkład materiału, czasem nazywany inaczej; ten ostatni to z kolei treści rozłożone już na tematy, nauczyciel może wziąć gotowy, ułożony przez wydawnictwo, lub napisać go sam, w rozkładzie są już tematy lekcji, ilość godzin na dany temat, dokładne treści, pojęcia, zagadnienia, jakie na danej lekcji omówi, czyli to taki plan każdej lekcji na dany rok szkolny (dla mnie bazą jest gotowy, ale zawsze go dostosowuję do siebie i potrzeb klasy – zwiększam lub zmniejszam liczbę godzin na dany temat, coś wyrzucam, coś dodaję, wiele przestawiam; to się robi w sierpniu, przed rozpoczęciem roku szkolnego)

    Skoro się poczułeś belfrem, to pociągnęłam temat 😉 Starałam się jasno naświetlić. Ale możliwe, że miejscami jest strumień świadomości 😉

    Polubienie

    1. Belfrem nigdy się nie poczuję, nawet jeśli miałbym kiedyś nim zostać. To co piszesz to nie moja bajka, mentalnie i organizacyjnie. W zasadzie cóż tu komentować – masz swój punkt widzenia od wewnątrz, ja mam swój od zewnątrz. To, że się buntowaliście na papierologię- tak ale forma buntu przybrała formę co najwyżej tupania nogą, dopiero argumenty płacowe dały pospolite ruszenie i podjęcie ryzyka nie otrzymania wynagrodzenia za czas strajku. Jakoś z powodu przeładowania programu i „segregatorowej głupoty” nikt nie podjął tego ryzyka. Tak to wygląda niestety z zewnątrz w sensie ogólnym. I o tę wiarygodność chodzi, bo kasy nikomu nie żałuję.
      Powinienem zebrać Twoje wypowiedzi, wydrukować, już pewnie mały segregator z tego wyjdzie 😉 i wysłać do ministerstwa, szkoda żeby to się zmarnowało na jakimś blogu, który czyta może parę osób.

      Polubienie

      1. Toteż nie uzasadniam Ci potrzeby strajku, ani niczego nie usprawiedliwiam. Pokazuję, jak działa system i na czym polega papierologia, bo nie o wypełnianie dzienników nam chodzi. Choć tu też byś się zdziwił, gdybyś zobaczył liczne tabele statystyczne 😉
        Do ministerstwa nie ma potrzeby wysyłać, bo oni doskonale o tym wiedzą. Przecież trwają konsultacje w formie okrągłego stołu. Przecież były przed likwidowaniem gimnazjów. Tylko że nie było na nich ludzi z ministerstwa. Posadzili wybranych nauczycieli, przywitali i zostawili, aby ci rozmawiali (mówię na podstawie wypowiedzi osób w tym uczestniczących). Nikt tego nie chce słuchać i czytać.
        I tak najbardziej chodzi o to, że chcielibyśmy przekazać społeczeństwu, że nie od nas zależy liczba godzin czy materiału, nie naszym wymysłem są tabelki czy ankiety. Tylko rozbijamy się o ścianę.

        Tak jeszcze przyszło mi do głowy gwoli uzupełnienia, bo teraz słychać głosy, że przez strajk nie zrealizujemy materiału. Zmodyfikujemy rozkłady materiału i pominiemy tematy z programu nauczania. To, co było zaplanowane z podstawy programowej, na pewno zostanie zrealizowane.

        Polubienie

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Create your website at WordPress.com
Rozpocznij
%d blogerów lubi to: